Jump to content


Ekipa poszukiwawcza - krótkie opowiadanie


  • Please log in to reply
No replies to this topic

Tricha_ #1 Posted 09 March 2016 - 10:32 AM

    Community Coordinator

  • WG Staff
  • 15
  • Member since:
    11-24-2014

 

Statek kosmiczny, istota żywa, cicho brzęczała, jako iż jego rdzeń biologiczny rósł pomiędzy mechanicznymi i technologicznymi systemami.  Statek, zwany AX-135 Strand Delta był małym statkiem zwiadowczym podróżującym w ciemności, w zamkniętej przestrzeni, wzdłuż granicy Mrrshan-Sakkra. Jedynymi dźwiękami na pokładzie, które można było usłyszeć przez uszy obcego, był grzechot truchtających nóg i klekotanie płyt ciała, jako iż załoga Klackonów komunikowała się głównie poprzez ukierunkowane odpowiedzi feromonów przerywane przez subtelny ruch czułków.

 

Załoga była razem przez długi czas, nie tylko na statku, lecz w ciągu całego życia. Urodzeni z tego samego jaja na planecie – kolonii w pobliżu planety Kholdan, od zawsze byli razem szkoleni. Teraz żyli w niewiarygodnie ciasnych kwaterach na statku zwiadowczym.

Panel sterujący zabrzmiał wysokim dźwiękiem, w podobny sposób, co dopiero wykluty z jaja Klackon, przyciągając uwagę Kapitana i Oficera. Obserwowali panel z wielkim zainteresowaniem, jako że był to jedyny migający punkt aktywności widziany w ciągu ostatnich tygodni podczas odległych patroli. Kapitan biegał tam i z powrotem na stosunkowo małej powierzchni, jakby nie był pewny, co czeka załogę. Był on bardzo skryty, lecz załoga ufała mu bezgranicznie, gdyż wszyscy z Ula byli prawdziwie zjednoczoną rasą.

 

Czy powinniśmy zbadać tę anomalię?

 

Oficer poruszył swoimi czułkami gwałtownie w trakcie wypełniania osobistej przestrzeni feromonami budzącymi niepokój i pobudzenie. Był on zaniepokojony nagłą zmiany rutyny, jak i ryzykiem narażenia. Klackoni i Mrrshanie byli dalecy od przyjaźni, a ich częste potyczki powodowały napięcie pomiędzy dwoma rządami. Relacje Klackonów i Sakkrów nie wyglądały wcale lepiej.

 

Kapitan badał panel obliczając dystans. Tak, Ul będzie zadowolony z dodatkowych zasobów. Możemy pozostać w obszarze nieco dłużej.

Oficer nie wyczuwał w Kapitanie nic innego, jak tylko spokój, więc zwrócił swoją uwagę na panel sterujący.

Oficer skierował statek w kierunku radiolatarni, wprowadzając statek w tryb niskiego poboru mocy.

Po kilku minutach udało się coś zauważyć. Idealnie nienaruszony krążownik Mrrshan, ze złowieszczo migocącymi światłami operacyjnymi. Gdy się zbliżyli, było jasne, iż coś poszło nie tak, lecz nie zauważyli żadnych śladów walki.

 

Oficer emitował niewielką ilość feromonów świadczących o strachu. 

Czy powinniśmy w ogóle zadać sobie trud w ratowaniu tych obrzydliwych bestii? To by nam w żaden sposób nie pomogło!

Kapitan wyglądał na całkiem pewnego. To nie pomogłoby nam, lecz oni nadal grabiliby nasze ciała. Odpłaćmy się im. Przygotujcie szybko zespół Padlinożerców!

 

Klackoni okrążali powolnie obcy statek, szukając jakichkolwiek zewnętrznych uszkodzeń, które mogłyby zagrażać ich misji. Szybkie oględziny nie wykazały żadnych uszkodzeń oraz ujawniły namalowaną na kadłubie nazwę statku – Poszukiwacz Gwiazd. Gdy powoli zaczęli procedurę dokowania, mała ekipa Padlinożerców przygotowywała się do wejścia na pokład. Brzęczeli w podnieceniu na myśl o nadchodzącej przygodzie i możliwości odnowienia zasobów ich wigoru. Statek Klackonów połączył się krążownikiem Mrrshanów i złowieszczo zadrżał jakby się przed czymś wzdragał.

 

Padlinożercy wbiegli truchtem do statku z przygotowaną bronią, zwracając uwagę na nieuszkodzone wnętrza oraz ciała leżące w korytarzach. Mrrshanie niedawno umarli, Padlinożercy wyczuwali pyszny zapach z trudem rozkładających się ciał. Przewracali ciała w poszukiwaniu broni, amunicji, i innych kosztownych obiektów.

Opierając się na dowodach z pokładu statku, wyglądało na to, że Mrrshanie zwrócili się przeciwko sobie. Leżeli oni z bronią skierowaną ku sobie a ich pazury nadal pokryte były krwią. Przyczyna ataku wciąż była nieznana.

Wielu z nich zamrożonych było w ostatnich pozach walki, ich oczy się szkliły, a twarze były bez wyrazu.

 

Padlinożercy emitowali wysokie dźwięki niepokoju, dlatego też jeden z członków zespołu wyciągnął radio z kieszeni kamizelki. Werbalna komunikacja Klackonów była prymitywna i niezdarna, niewerbalna z kolei znacznie ją przewyższała w ewolucji i złożoności. Wyrazili swoje obawy. Kapitan dał jasną odpowiedź: Podejmiemy ryzyko w celu zdobycia każdej informacji dla Ula.

 

Światła zamigotały w nieregularny sposób w czasie powolnego przeczesywania statku. Padlinożercy przeszukiwali opustoszałe korytarze, mocując znalezione elementy do ich pleców oraz trzymając kosztowności w swoich rękach. Bardziej wyspecjalizowani członkowie zespołu aktywowali terminale, skanowali sieć pod kątem cennych informacji wywiadowczych, a następnie czyścili programy. Padlinożercy emitowali niski dźwięk feromonów, który utrzymywał członków zespołu w kontakcie.

Migotanie świateł osłabło wraz ze zbliżeniem się zespołu do mostka, a okresy ciemności zaczęły się wydłużać. Odgłos przeciągania czegoś po podłodze dobiegł zza zgiętych drzwi, które zniszczone były po walce Mrrshanów. Nie można było ich cofnąć do gródzi. Padlinożercy zaczęli wspólnie pracować nad otwarciem drzwi.

W momencie, gdy zespół oddzielił zgięte metalowe płyty, przywitał ich przenikliwy syk dobiegający z mostka. Klackoni wycelowali swoją broń w istotę, której nie mogli zidentyfikować.  Fioletowy odcień istoty z wynaturzoną twarzą. Nerwy Padlinożerców rozpaliły się gwałtownie – awaryjne zapachy szoku, zaskoczenia i strachu zelektryzowały powietrze. Istota poruszyła się w celu schowania się za stacją mostka, przeciągając bezużyteczną, mocno skaleczoną nogę.

Co to jest? Pojedyncze osobniki zakłóciły zbiorowy spokój jednostki.

 

Powinniśmy to złapać?

Powinniśmy to zabić?

Powinniśmy uciekać?

 

Istota była ubrana w źle dopasowany i podarty mundur, który pasował do statku pełnego martwych Mrrshan. Kępy futra były przyczepione do ciała drżącej kreatury, która trzymała broń w przygotowaniu rzucając okiem na Klackonów. Wyglądała na niespokojną i przestraszoną, przerażone oczy wędrowały z Klacona na Klackona. Oczy… jak ciemne i skręcone wiry. Klackoni zorientowali się, że patrzą jedynie w oczy kreatury.

W momencie, gdy padlinożercy ruszyli, aby przechwycić istotę, zraniona kreatura strzeliła w podłogę. Syczenie pary i chmury dymu oślepiło Klackonów, którzy zaczęli się krztusić. Mdły i odrażający dym przypomniał im o gruboziarnistym piasku planety Kholdan.

 

Statek Mrrshanów zaczął nagle trajkotać, po czym zgasły światła. Klackoni, oślepieni przez tajemniczy dym i ciemność, szybko się wycofali, podążając ścieżką, którą przybyli. Wypełnili lukę między dwoma statkami w zawrotnym tempie. Truchtając byli wdzięczni, że znajdują się już poza zniszczonym statkiem Mrrshanów. Gdy tylko ostatni Klackon wszedł na pokład statku, drzwi automatycznie wysłały sygnał odcięcia dostępu od kanału dokującego. Skonany zespół Klackonów walczył o każdy oddech.

Ekipa próbowała rozdzielić dwa statki, lecz statek Klackonów odmówił posłuszeństwa.

Kapitanie, statek nie chce się odłączyć! Zawołali wspólnie Padlinożercy, ich komunikat rozprzestrzeniał się po całym statku. Podczas gdy ich wiadomość podróżowała przez statek, złowieszczy kaszel rozprzestrzenił się.

Oficer na mostku spojrzał na Kapitana, oczekując rozkazów. Kapitan zamilkł.

Ściany statku nagle zaczęły pękać, twarda skorupa chityny w ścianach rozrywała się na części ukazując uszkodzony szkielet. Umysł załogi był szalony, lecz zjednoczony. W ich panice nie było żadnej jasnej myśli. Kaszel i świszczący oddech załogi zmusił Klackonów do przejścia korytarzami w celu dotarcia do kapsuł ratunkowych.

Oficer obserwował z przerażeniem, jak pęknięcia ścian dochodziły do mostka. Statek zaskrzypiał nie dźwiękiem skręcania metalu, lecz zranionej istoty. Struktura wewnętrzna ulegała zniszczeniu w momencie, gdy ciemny ichor sączył się ze szczelin ścian.  Statek zadrżał, zabrzmiały dźwięki ostrzeżeń systemowych.

Kapitan spoglądał na ciemny statek Mrrshan za pośrednictwem kanału wideo. Kapitanie, co się dzieje? Zespół zamilkł. Oficer padł na ziemię, podczas gdy Kapitan nadal stał, obserwując duszenie się Klackonów. Wyglądało na to, iż pękające ściany wzbudzały większe zainteresowanie Kapitana.

 

Kolaborant? W momencie, gdy zewnętrzny system łączności się zaświecił, Klackoni usłyszeli obcy głos. Oficer rozumiał słowa, a głos był tak obcy i dziwny, że jego czułki zadrżały.

Kapitan ruszył naprzód, przejmując stery, jako że Klackon na tym stanowisku wił się na ziemi. „Tak, jestem tutaj. Odebrałem wasze wezwanie pomocy.”

 „Jestem ranny. Czy broń działa?”

Kapitan spojrzał z powrotem na załogę, przemieszczając się na swoich odnóżach. Załoga miała ledwo otwarte oczy. Kapitan trącił ich swoją stopą nie interesując się zbytnio stanem Klackonów. „Szkodniki giną. Co ciekawe, wirus oddziałuje również na DNA statku.”

„Dobrze. Nie ma miejsca na szkodniki, lecz efekt na te bestie był… nieoczekiwany. Na statku znajduje się wahadłowiec. Powinniśmy zabrać go z tą informacją z powrotem do Nazin.”

 

Kanał łączności się wyłączył. Ściany statku nadal pękały, czarne ścięgna trzaskały, a niski szum zewnętrznego kadłuba przeistaczał się w krzyk. Załoga zauważyła, że choroba zaatakowała DNA w zawrotnym tempie, lecz nie mogli się poruszyć, aby zawiadomić Ul. Kapitan z powrotem spojrzał na załogę, Przepraszam was. Byliście dobrą załogą. Zamilkł, a jego czułki opadły w smutku.

Klackoni zamknęli oczy, wspólnie, aby okazać ostatni akt jedności. Kapitan przeszedł uważnie pomiędzy ich ciałami w kierunku stacji dokującej. Opuścił statek w momencie, gdy jego naturalne fosforyzujące kolory zmieniły się w ciemność.

Tym samym podtrzymywanie życia zostało odcięte. 






1 user(s) are reading this topic

0 members, 1 guests, 0 anonymous users