Jump to content


Krótka opowieść o Sakkra


  • Please log in to reply
No replies to this topic

Falathi #1 Posted 13 January 2016 - 03:35 PM

    Lieutenant

  • WG Staff
  • 33
  • Member since:
    05-04-2012

Uprawianie polityki Sakkra to nie jest coś dla słabeuszy. Ścieżka przywódca usłana jest nienawiścią, krwią i przemocą. Ostrożne spojrzenie w głąb dobrze strzeżonej Sali Tronowej Hierarchy pozwala zrozumieć, jak daleko Lordowie są w stanie posunąć się w imię władzy.

 

 

Tron Guanara

 

Tron Guanara znajduje się w potężnej komnacie w sercu Rezydencji Hierarchy pod powierzchnią Chordaty, stolicy Sakkra. Droga do tronu wiedzie przez istny labirynt, osłonięta przez starożytne korzenie i pnącza na równi z fundamentami najstarszych budowli Sakkra.

Sam tron jest starszy od legend na jego temat, według których został wykuty przez Pierwszego Hierarchę Guanara, po tym, jak ten zdobył władzę nad całą rasą Sakkra. Tron jest żywą istotą, z korzeniami i pnączami najstarszych roślin oplatającymi i zastępującymi oryginalną żelazną konstrukcję, która już dawno rozpadła się w pył.

Hierarcha rozsiadł się na tronie, jego głowa spoczęła na potężnej pięści. Mrugnął powoli, gdy podwójne soczewki jego oczu śledziły bez większego zainteresowania zamieszanie poniżej. Jego nałożnice siedziały na niższych tronach wokół jego, ze stalowymi hełmami zasłaniającymi twarze. Nie służyły jedynie jako towarzyszki, lecz także jako zabójcza ostatnia linia ochrony przed każdym, kto ośmieliłby się zbliżyć. Nałożnice wymieniały ciche syknięcia między sobą, czujnie patrząc na każdego, kto stanąłby o krok za blisko.

Jak zwykle, sala tronowa była wypełniona wojownikami, politykami i przywódcami wspólnot Sakkra, oczekującymi audiencji u Hierarchy. Dzisiejsza została anulowana osobiście przez Hierarchę, aby ustąpić miejsca nominacji Wysokiego Lorda, który będzie zajmować się rozwojem nowej kolonii na jednej z pobliskich planet.

 

Tłum gromadzący się wokół tronu, ociekający frustracją i niecierpliwością nie przegapiłby zaszczytu. Sakkra są tłumną rasą, wylewającą się z przepełnionych miast i przeludnionych farm. Plemiona na Sssla, macierzystej planecie Sakkra, są zmuszone do nieustannej czujności, by uniknąć prób uzurpacji swoich ziem. Nowy świat oznaczał nowe tereny do zdobycia, a Wysoki Lord sprawował nad wszystkim kontrolę, odpowiadając bezpośrednio przed Hierarchą i przydzielając ziemie i prawa do eksploatacji zasobów wedle własnego uznania.

Tłum czekał w grupkach skupionych wokół plemion. Każde z nich było zgromadzone pod własnym sztandarem i wymalowane w barwy przodków. Czekali tak cierpliwie, jak tylko można. Jedynie drobne szuranie zakłócało względny spokój. Powietrze w Sali tronowej było gęste od wilgoci i narosłego napięcia.

Lordowie dwóch dominujących plemion rywali stali pośrodku tłumu, pokazując swoje szerokie bary. Młodszy z nich, poznaczony bliznami, zahartowany w boju Sakkra znany jako Cittro uderzył szponami w zbity grunt.

                - Ośmielasz się obrażać plemię Stu Noży?

Jego przeciwnik, odrobinę mniejszy, ale równie poorany Lord imieniem Maelia krążył wokół Citro. Jej oczy zwęziły się. Jej wymalowane czarnym błotem plemię otaczało ją.
 

                - My Krwiopuszcze wiemy, czym jest honor i godność. Czy twoje wijące się pędraki mogą powiedzieć to samo?

Od strony Krwiopuszczy dobiegł niski, złowieszczy pomruk, który zwrócił uwagę pobliskich plemion.

Wiele drobnych kłótni wynikło z tej jednej, cały tłum zaczął się burzyć w napięciu, które nie wróżyło nic dobrego.
Hierarcha spojrzał na swój pierwszy rzut ochrony, czyli drapieżniki miotu, uzbrojone po zęby i wyraźnie rozluźnione, mimo wzburzenia tłumu. Wydał z siebie grzechoczący pomruk, nie głośniejszy niż szept na tle chaotycznego tłumu.

Plemiona i lordowie ucichli, zwracając uwagę ku Hierarsze. Kilku jeszcze zwarło się z sobą nawzajem, ale lordowie dali przykład plemionom, patrząc wyłącznie na Hierarchę.

Głos Hierarchy, bez żadnego wysiłku rozległ się w całej Sali.

                - Dokonałem wyboru Wielkiego Lorda planety Prima Dhirae – odchylił się do tyłu na tronie – Tymon, Lord Nocnej Straży.

Gdy wybrzmiało to zdanie tłum zaczął zmieniać obiekt zainteresowania, rozległy się szepty.
Tymon, stojący blisko przodu, wydał z siebie pomruk i skłonił się w geście akceptacji. Jego plemię, Nocna Straż, starło się z sobą, wyjąc z entuzjazmu. Tymon stał w postawie pełnej godności wśród szalejącego tłumu. Pozostali lordowie zdawali się godzić z nominacją: Tymon był jednym z najstarszych, najbardziej opromienionych chwałą generałów Sakkra. Kiedyś osobiście poprowadził atak planetarny przeciwko Silikoidom i ponoć osobiście rozbił na kawałki jednego z nich jednym uderzeniem swych szponów.

 

Cittro i Sto Noży wydali z siebie syk, który uciszył całą salę. Tłum odpłynął do ścian Sali jak fala odpływu, pozostawiając wolny środek, w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić już za chwilę.

Cittro ruszył w kierunku środka, uderzając masywnymi pięściami w grunt przy każdym kroku.

Hierarcha pozostał niewzruszony, oglądając starcie z kamienną cierpliwością.

Tymon wystąpił naprzód, a Nocna Straż wymalowana w ciemny błękit cicho krążyła za nim.

                - Kwestionujesz zdanie Hierachy? – jego głos był cichy i spokojny głosem kogoś, kto poprowadził żołnierzy do ataku w niezliczonych bitwach.

Cała sala spojrzała ponownie na Hierarchę, lecz ten milczał, tym samym zgadzając się na nadchodzący wielkimi krokami spektakl. Cittro ryknął:

                - Kwestionuję ciebie, starego weterana, który za dużo czasu wysiaduje na poduszkach!

Cittro zwrócił się do swego plemienia i parsknął: - Myślą, że ten klon będzie rządzić planetą?  

Nim Sto Noży mogło odpowiedzieć, Tymon jak byk ruszył do przodu w zabójczej szarży. Citro zrobił unik, wysyłając pędzącego Sakkrę prosto na pół tuzina widzów. Tymon wyhamował, zakręcił i ruszył ku przeciwnikowi wydając serię mlaśnięć z głębi trzewi. Tymon, potężny wojownik w czasach swej młodości, lecz ostatnio bez możliwości sprawdzenia się, wypiął pierś.

                - A więc wyzywasz mnie, w obliczu świadków?

Cittro w odpowiedzi przyjął pozę wojownika.

                - O ile obicie twej żałosnej skóry można uznać za walkę…

Tymon pochylił się i syknął: - Przyjmuję wyzwanie!

 

Cittro wyglądał na pewnego siebie, machnięciem odsyłając resztę plemienia. Nawet w gorączce walki, Sakkra znali zasady. Formalne wyzwanie oznaczało starcie pomiędzy wyzywającym oraz wyzwanym i nikim innym. Jeśli wyzwanie Cittro zostało przyjęte, to teraz on i tylko on musiał zabić Tymona. Jakakolwiek pomoc dla jednego z uczestników oznaczała z miejsca jego przegraną i śmierć. Jeśli Tymon nie zdołałby się obronić przed wyzywającym, to nie był godny zaszczytnego tytułu Wysokiego Lorda.

Rozległy się krzyki, gdy tłum zaczął dopingować walczących i nawet najbardziej dostojni Lordowie Sakkra poddali się zewowi krwi. Po raz pierwszy od rozpoczęcia audiencji Hierarcha usiadł prosto na tronie i pochylił się. Jego nozdrza wciągały ciężkie powietrze Sali.

Tymon ruszył ostrożnie do przodu, wciąż nisko pochylony. Wystawił potężne szpony na zewnątrz i wyszczerzył zębiska do Cittro, wydając serię krótkich, ostrych ryknięć. Nocna Straż syczała za nim, co brzmiało jak syk pary uciekającej z bagien Sssla.

 

Tym razem to Cittro zaszarżował, pędząc do przodu z imponującą prędkością jak na rozmiar jego wielkiego cielska. Opuszczonym łokciem uderzył wprost w klatkę piersiową Tymona i ogłuszający trzask wypełnił salę. Tłum krzyczał i dało się słyszeć okrzyki stawiających zakłady.

 

Cittro i Tymon walczyli w zwarciu, szukając wyrwy w obronie, przez którą szpon mógłby dosięgnąć delikatnej skóry brzucha, boków, lub gardła. Po kilku sekundach odepchnęli się i zaczęli krążyć dokoła. Okrzyki i zaśpiewy widowni zlały się w jeden ciągły pomruk, uwięziony wśród pokrytych mchem i ziemią ścian. Hierarcha stał na Tronie i bił się w klatę, gdy nawet jego dosięgła gorączka bitwy.

Tymon zaatakował znowu, ale w ostatniej chwili pochylił się i schwycił Cittro na wysokości kolan. Z głośnym hukiem Cittro uderzył o grunt, po czym słychać było jak gramoli się, próbując wstać przy pomocy swych krótkich kończyn. Tymon był zbyt szybki, już znalazł się nad nim po błyskawicznym zwrocie. Tłum był ogłuszający, gdy plemię Cittro ryczało, by wstawał, a stronnicy Tymona wrzeszczeli, by zadał zabójczy cios.

Tymon otworzył szeroko usta, by pokazać wszem i wobec garnitur zębów, które specjalnie zostały przycięte jak sztylety.  Z uśmiechem wodził swoim czarnym językiem pomiędzy zębami. Cittro uderzył pięściami w Tymona, którego masywne ciało po prostu pochłonęło ciosy.

 

 Tłum czekał w histerii na nieuniknione. Tymon wykorzystał jeszcze chwilę, by obdarzyć stłoczonych widzów swym uśmiechem, z zębami błyszczącymi w słabym świetle. Sto Noży, plemię Cittro, ledwie było w stanie opanować się na widok takiej arogancji. A potem w jednej chwili Tymon zacisnął szczęki na gardzieli Cittro i rozległo się kłapnięcie.

Cittro nie wydał z siebie żadnego dźwięku, ale tłum drżał z podniecenia. Pieniądze i kosztowności krążyły w tłumie. Zakładów przestrzegano, walka była wielką pasją dla wielu Sakkra.
Tymon wstał. Jego twarz i szyja ociekała lepką, ciemnozieloną krwią.

Wypluł gryzący płyn, jak tyle razy wcześniej, na ciało wroga.

                - Jakieś jeszcze wyzwania?

Hierarcha ponownie rozsiadł się na tronie z głuchym łoskotem i pooranym uśmiechem na twarzy. Tłum pulsował energią, ale co do jednego panowała absolutna zgoda – Wysoki Lord Tymon swym pewnym, brutalnym zwycięstwem zgniótł wszelkie wątpliwości.

 






2 user(s) are reading this topic

0 members, 2 guests, 0 anonymous users