Jump to content


Krótka opowieść o Mrrshan


  • Please log in to reply
No replies to this topic

Falathi #1 Posted 30 December 2015 - 04:34 PM

    Lieutenant

  • WG Staff
  • 33
  • Member since:
    05-04-2012
Piloci!
Ostatnio zamieściliśmy opowieść o Psylonach, ale tylko po angielsku. Dziś czas na kolejną opowieść, ale tym razem także w polskiej wersji językowej!

Miłej lektury i zapraszam do podzielenia się uwagami!
 

Ścigacz Tarika był już starą łajbą, gdy Akash po raz pierwszy zamustrował na nim dwadzieścia lat temu, jako młody szczur okrętowy. Gdy po raz pierwszy ujrzał pomalowany na ciemny błękit kadłub okrętu, przypomniało mu się Morze Spokojne.
Był to wycofany ze służby krążownik klasy Skimmer, pozbawiony uzbrojenia i sprzedany, gdy wprowadzono nowsze modele. Na rozkaz Natesy Nori, Ścigacz został przebudowany z wykorzystaniem części pochodzących z czarnego rynku, dodano również eksperymentalny rdzeń napędowy. W ten sposób okręt narodził się ponownie, jako jeden z najbardziej niepozornych, lecz  zabójczych
okrętów pirackiej armady Mrrshan.
W swych podróżach Akash zobaczył wiele miejsc, z różnymi załogami, ale gdy powrócił na pokład Ścigacza, jako oficer w załodze Natesy, poczuł się z powrotem w domu. Gdy stał na mostku starej korsarskiej łajby, sam nie wiedział, czy słyszał ciche trzaski własnych kości, czy też kadłuba.

Cicho dryfowali w przestrzeni granicznej I Regionu, o który bili się Sakkra i Silikoidzi. Trop znaleziony przez siatkę szpiegów i zwiadowców Natesy zaprowadził ich na tę osamotnioną planetę Silikoidów, gdzie rozpoczęli operację przejęcia artefaktu, który był ważny dla Silikoidów i jako taki zyskałby wysoką cenę na czarnym rynku. Napady w tym rejonie łatwo kończyły się zgonem, więc Akash nie spuszczał oka ze skanerów.
Wsłuchiwał się w przekaz urządzeń, w nadziei na pochwycenie sygnału od zespołu specjalnego z informacją o przebiegu akcji. Załoga na mostku trwała w nerwowym oczekiwaniu, wyczekując na sygnał do zmian. Celowniczy gapili się w ekrany celowników, mechanicy czekali na rozkaz do całej naprzód, nawigatorzy trwali w gotowości, aby szybko umknąć w nadprzestrzeń. Nerwowe oczekiwanie trwało, załoga czekała na bitwę, która mogła wybuchnąć w każdej chwili.
Zespół specjalny składał się z najlepszych, najcichszych ludzi Natesy, więc brak sygnału nie był niespodzianką. Natesa osobiście ruszyła wraz z nimi, nie chcąc wysyłać ekipy nie pod swoim dowództwem. Możliwość zdobycia artefaktu o takiej wartości oznaczała, że wszyscy mogliby udać się na dostatnią emeryturę, kąpiąc się w deszczu złota, o jakim Gnolamowie mogliby, co najwyżej śnić.
Akash cicho przemierzał pokład, traktując bardzo serio swoją rolę zastępcy dowódcy. Jeszcze przed rozpoczęciem misji Natesa wydała ostateczny rozkaz. Jeśli misja zespołu specjalnego zakończyłaby się niepowodzeniem, Akash miał zbombardować miejsce akcji i wycofać się najszybciej jak się da – nie było mowy o heroicznej wyprawie ratunkowej. Akash spojrzał na strzelców przy głównej baterii. Wyglądali na spokojnych, ale wiedział, że nie chcieli ani zostawiać kapitan na pastwę losu, ani uciekać bez walki.

Monitory rozbłysły nagle. Po długiej ciszy, alarmy wybuchły kakofonią syren i błysków. Wykrycie samotnego statku, który wystartował z powierzchni planety uruchomił cały spektakl na wszystkich monitorach. Akash spojrzał na oficera komunikacyjnego – wciąż nie było żadnego kontaktu radiowego. Jeśli był to okręt Silikoidów… ale z misją odwetową nie wysyłaliby tylko jednej łajby, prawda?
Akash! Znajomy głos Natasy, cicho dobiegający z głośników powitał z ulgą.
- Odpalaj silniki. Lądujemy w głównym hangarze i wynosimy się stąd. Już! Nie minęła chwila a załoga już była w ruchu. Kolejna fala alarmów bez wątpienia oznaczała pościg Silikoidów, majaczący na ekranach skanerów.
Okręt zachwiał się, gdy zwiadowczy okręcik zespołu specjalnego wylądował w hangarze – bezpiecznie, mimo prędkości bojowej.  Silniki ryknęły, gdy Ścigacz oderwał się od nadciągających okrętów. Być może był stary, z pewnością nie był zbyt piękny, ale czas i forsa, jaką Natesa wpakowała w ulepszenie silników i uzbrojenia był dobrą inwestycję. Ścigacz stanowił wyjątkowe połączenie siły ognia i prędkości – mógł przegonić większość krążowników i mierzyć się z niejednym niszczycielem.
Chwilę później Natesa weszła na mostek, jej kasztanowe futro i czarny pancerz fraktalny pomazane były krwią i charakterystycznym pyłem, świadczącym o starciu z Silikoidami. Jej migdałowe oczy były czujne, gdy dokonała przeglądu załogi i spojrzała na ekrany. Z czterech załogantów, jacy towarzyszyli jej w desancie na powierzchnię planety tylko dwóch wróciło na mostek.
Natesa zwróciła się do pilota, obiecującego młodziaka nazywanego Kit.

- Steruj na granicę! Artylerzyści, pełna gotowość!
Dłonie Kita już tańczyły po panelu nawigacyjnym, wbijając nowe współrzędne. Spojrzenia Natesy i Akasha spotkały się – jej stalowe spojrzenie przygasło i już wiedział, że się niepokoi.
Okręt wykonał zwrot, gdy główna bateria wciąż się rozgrzewała. Dwa mała okręty Silikoidów podążyły za nim, w próbie zawrócenia ich przed granicą. Okręt bez trudu zanurkował pod nimi, mijając o włos kryształowe wieże silikoidzkiego niszczyciela. Kit chwycił przepustnicę przed sobą z wielką siłą a okręt zareagował, wykonując potężny skok naprzód.

-Nie strzelają do nas! – Rzucił jeden ze strzelców. Świetnie zdawali sobie sprawę, że samotny pirat Mrrshan ustępuje siłą ognia, ale strzelcy zawsze rwali się do walki.

-Spokojnie, bądźcie w gotowości. Nie strzelajcie pierwsi – cicho rozkazała Natesa. Odwracając się do Akasha, uśmiechnęła się z bólem i ściągnęła pancerz, sięgając do kieszeni wewnętrznej. Wyciągnęła delikatnie świecący kryształ, ściskając go w skrwawionej dłoni. Akash zauważył, że jej drugie ramię zwisało bezwładnie a gdzieś z okolic pachy leciała krew w niepokojącym tempie.

-Nie zaryzykują uszkodzenia kryształu. Będą nas ścigać, aż nas schwytają… chyba, że… Natesa osunęła się na pokład. Ocaleli członkowie zespołu stanęli przy boku pani kapitan, zanosząc ją do pomieszczenia medycznego.
Automatyczna  transmisja dotarła do nich z kontrolowanego sektora tuż przed nimi. Gburowaty, obojętny głos powtarzał w kółko:

-… terytorium Sakkra. Zostaliście ostrzeżeni. Wkraczacie na terytorium Sakkra. Zostaliście …

Sakrra wcale nie byli bardziej przyjaźni dla Mrrshan niż Silikoidzi. Akash nie miał ochoty uciec jednemu wrogowi sprzed nosa tylko po to, żeby wylądować przed lufą kolejnego. Odbiornik w jego uchu przekazał słaby, ale zdecydowany głos Natesy, wydającej rozkazy z jej być może mar w pomieszczeniu medycznym.

- Uważajcie na zwiadowców Sakkra. Strzelajcie do każdego, kto nas zaatakuje… i Akash, chodź tu, już…

Akash wydał kilka szybkich rozkazów załodze i obrócił się na pięcie, pędząc do pani kapitan.

            Leżała na stole operacyjnym, jej błyskawicznie ściągnięty pancerz poniewierał się na podłodze. Akash czuł, jak jego żołądek wywraca się na drugą stronę, gdy ujrzał rozmiar rany. Ramię było niemal odcięte na wysokości barku. Natesa wciąż ściskała kryształ w zdrowej dłoni i wyciągnęła ją, by przekazać Akashowi skarb. Jej twarz wciąż była wykrzywiona bólem.
Akash wziął kryształ. Najwyraźniej odprężyła się.
Kryształ delikatnie świecił i zdawał się delikatnie ogrzewać jego dłoń.

- Czy wiesz, jak to działa? – Zapytał, pełen obaw i podejrzliwy w stosunku do obcej technologii.

Atak kaszlu wstrząsnął ciałem Natesy w sposób, który nie wróżył nic dobrego.

- Nie, ale był dobrze strzeżony. Weź go. Upewnij się, że dotrze do Arctodaru na czas.

To była długa i groźna wyprawa przez wrogie terytorium, aby tylko dotrzeć do nabywcy kryształu. Po tym, jak Natesa musiała zdać dowodzenie, jego ciężar spadł na barki Akasha. Bezpieczeństwo wszystkich na pokładzie, w tym kapitan, zależało teraz od niego.

Nagle okręt się zatrząsnął i rozbrzmiał sygnał alarmowy. Cała załoga na stanowiska! Mechanik na mostku krzyknął do Akasha, który wyraźnie słyszał go w odbiorniku: Trafili nas tuż koło silników pomocniczych!

Natesa najwyraźniej miała rację – przeciwnik celował w okolice napędy, aby spowolnić Ścigacza, ale nie uszkadzając go zbytnio. Czymkolwiek był ten kryształ, Silikoidzi nie chcieli ryzykować jego zniszczenia. Akash głośno zaklął i zaczął po cichu modlić się do Bogini, gdy pędził na mostek. Płyty pancerza niosły charakterystyczne wibracje własnej artylerii, odpowiadającej ogniem. Powiedział sobie, że Natesa była pod opieką utalentowanego zespołu medycznego ze Ścigacza co oznaczało, że to od niego zależało, czy nie zostaną rozerwani na strzępy zanim będzie mógł ją naprawdę uratować.
Schował kryształ do kieszeni w pasie, gdy zajął miejsce w fotelu dowódcy.
Widział, jak strzelcy, Kirsi i Tarak wymieniają spojrzenia i śmieją się, zalewając przeciwnika strumieniem precyzyjnie wymierzonego ognia. Okręty Silikoidów, gęste i kamienne z wyglądu zdawały się tego nie odczuwać, ale jednak odsunęły się trochę od okrętu Mrrshan.

Kit umiejętnie kierował okrętem, wykonując uniki bez straty prędkości. Strzelcy działali niemal identycznie. Akash nie spuszczał z oka okrętów Silikoidów na monitorach i w duchu obiecał załodze dodatkowy zysk, jeśli przetrwają.
Granice Sakkry były już blisko. Piraci mieli nadzieję, że napięte stosunki między Sakkra i Silikoidami zniechęcą pościg, ale przeciwnicy nie zmniejszali tempa. Czy byli gotowi zaryzykować wojnę w pogoni za kryształem?

Jeden z ich okrętów ponownie spróbował przeciąć kurs Ścigacza, ale Kirsi oddał strzał na medal w silniki okrętu. Silikoidzki niszczyciel zadrżał gwałtownie, tracąc prędkość.

- Dorównaj temu – szepnęła. Tarak odpowiedział z sykiem i uśmiechem. Rozgrzane działa magnetyczne Ścigacza zaczęły wydawać przeraźliwe dźwięki w trakcie przeładowania między strzałami, a stojący blisko załoganci kładli po sobie uszy w zdenerwowaniu. Ciągły grzmot salw współbrzmiał z rozbłyskami trafień na skalistych skorupach okrętów Silikoidów.
Przeciwnicy strzelał teraz już bez zwłoki. Większość strzałów chybiała celu o włos dzięki niesamowitym umiejętnościom Kita i zwykłemu szczęściu, ale kilka trafień zaczęło być odczuwalnego na okręcie. Akash dziękował losowi, że rajd był zaskoczeniem dłużej, niż na to liczyli – spóźniona odpowiedź Silikoidów oznaczała, że tylko jeden niszczyciel i kilka mniejszych jednostek było w stanie dołączyć do pościgu. Przy odrobinie szczęścia, Ścigacz zniknie zanim dotrą posiłki.
Główny ekran pokazywał pole szczątków ciągnące się za niszczycielem. Jeden z kontrolnych wirników powoli odlatywał przez dziurę wybitą w żywej skale. Niszczyciel odsunął się od Ścigacza, pragnąc zasłonić uszkodzony fragment iskrzącego, krystalicznego serca okrętu. Teraz tylko mniejsze okręty uczestniczyły w pościgu, utrzymując pozycję i strzelając, ale nie próbując wyprzedzać okrętu Mrrshan.

Ścigacz wleciał w przestrzeń Sakkra pod niezłym ciśnieniem, dopóki w ostatniej chwili okręty Silikoidów nie zawróciły. Przeciwnicy musieli zdecydować, że ryzyko bycia odkrytym na terytorium Sakkra nie jest warte tąpnięcia w stosunkach dyplomatycznych między imperiami. Gdy okręty Silikoidów zwiększały dystans, by wreszcie zniknąć z zasięgu sensorów, załoga wyraźnie się rozluźniła. Niektórzy cicho się śmiali, gdy świadomość sukcesu dotarła do nich w pełni. Strzelcy wciąż wypatrywali czujnie ewentualnych problemów ze strony Sakkry. Akash wziął głęboki wdech i uspokoił się przed oczekującym go długim lotem.

 

 





1 user(s) are reading this topic

0 members, 1 guests, 0 anonymous users